
Z serii: „Dni, które nic nie znaczą, a jednak zostają”.
No i dzisiaj był taki dzień. Niby standard: dom, praca, dom. Ale wiecie co? Nawet w takie standardowe dni doceniajmy małe, mile rzeczy.
Ja dzisiaj dostałam:
– szczery uśmiech osoby, która lubię,
– wróciła motywacja do ważniejszych spraw i układam plan,
– kupiłam pyszne słodycze, których wcześniej nie jadłam (i tak, nawpierdalałam się)
– namierzyłam żula, który grasuje u nas na klatce schodowej i rozsiewa naturalny „odświeżacz powietrza” w postaci własnego ciała, które nie widziało wody przynajmniej kilka miesięcy oraz moczu.
Pierdolnik Codzienny pozdrawia.