Z serii „wygląda jak gówno, a smakuje jeszcze lepiej”. Zajebałam dorodnego focha, bo chciałam zamówić kebsa, ale nie pykło.
Postanowiłam więc pobawić się w amerykańskie dziecko i zrobiłam sobie chleb z dżemem i masłem orzechowym.
Czy to był dobry pomysł? Zdecydowanie nie.
Czy pomogło na ciało i duszę? (A w szczególności duszę). Oczywiście, że nie.
Czy powtórzę to wykwintne danie? A w życiu.
W filmach i bajkach widzimy jak te dzieci to jedzą i w sumie nie tylko dzieci. Może mój błąd, że nie miałam napakowanego chemia chleba tostowego tylko taki z piekarni.
Ogólnie to masło (to zwykłe ) do dżemiku musi być, a to masło orzechowe no sorry ale smakuje jak jakieś gówno, bo to jakieś proteinowe i w ogóle keto feto śmeto fit srit pierdzit, nie jest ani słodkie ani słone, ani w ogóle kurwa żadne. Jakimś cudem z dżemem przeszło mi to przez gardło, ale to był chyba pierwszy i ostatni raz.
Także amerykańskim dzieckiem być nie mogę, bo nie jestem w stanie przyswoić tego kultowego filmowo bajkowego śniadanka. Jeszcze mi teraz niedobrze po tym. O i tyle.