Pisanie o poniedziałku w piątek to jak zginanie kolana w drugą stronę.
Ale ostatnio zauważyłam, że strasznie nie lubię poniedziałków. Są poprostu ciężkie. „Za młodu” zawsze się zastanawiałam o co tym wszystkim ludziom chodzi z tym nie lubieniem poniedziałków ![]()
Teraz kiedy prawie dobija mi na liczniku życia 40, chyba właśnie do mnie dotarło.
To jest po prostu dzień, którego definitywnie nie powinno być. To niby początek tygodnia, motywacja do czegoś innego, takie „wstawaj, cały tydzień przed tobą!”, ale bardziej jest to dramatyczny upadek z weekendu do całego tygodnia zapierdolu.
Brutalnie dociera to, że miły odpoczynek się skończył i wpadasz od nowa w karuzelę spierdolenia.
I w sumie miałam tego posta napisać we wtorek, ale nie pykło. Uznałam, że środa będzie dobrym dniem, ale też nie pykło. W czwartek zapomniałam.
No to teraz o takich agresywnie brutalnych rzeczach mogę napisać w piątek, bo zaraz znowu weekend i na 2 dni będzie można zapomnieć o istnieniu poniedziałku.
A Wy, jaki macie stosunek do poniedziałków?